Czy to możliwe? Zobaczcie to niezwykłe miejsce – zwane wyspą kwiatów i kobiet..

Dziś, będąc w Polsce i patrząc przez okno w pierwszy dzień wiosny 2021 roku na leżący wszędzie śnieg, przyszła mi na myśl ta piękna wyspa i postanowiłam wrócić na nią i zrobić sobie przyjemność przeglądając zdjęcia i wspominając tą piękną podróż na Karaiby.. bo prawdą jest, że podróżując żyjemy dwa razy: raz w trakcie podróży, a drugi wspominając ją, ale ja będę żyć chyba wiecznie, bo wciąż wspominam moje podróże, marzę i planuję kolejne..

A tymczasem zapraszam Was w mega egzotyczne miejsce, pachnące kwiatami i być może zachęcę Was do odwiedzin tego cudownego zakątka ziemi.. Co zobaczymy? Ogrody Balata i przepiękne porcelanowe róże.. kolibry.. plaże z czarnym piaskiem, dowiecie się też o miasteczku St. Pierre i jego bardzo smutnej historii z 1902 roku kiedy to w przeciągu jednej minuty (!) zniknęło prawie całkowicie, a co było tego powodem? Przeczytajcie..

Po bardzo długim locie, z przesiadką w Madrycie, zaokrętowaniu w Santo Domingo na Dominikanie i całodniowym rejsie w końcu dopłynęliśmy do Martyniki.. Tego widoku o poranku nie zapomnę nigdy! To było jakbym zobaczyła raj, niesamowite uczucie po ponad dobie gdy nie widzisz nic dookoła, poza wodą. Coś przepięknego! Ta zieleń, zapach.. więc szybko po przepysznym i solidnym śniadaniu, nie chcąc tracić ani chwili razem z mężem udaliśmy się w kierunku wyjścia ze statku. Nie mogłam się doczekać momentu aż stanę znowu na ziemi. To był mój pierwszy rejs, którego bardzo się obawiałam, a najbardziej tego, że zwariuję jak ląd zniknie mi z zasięgu wzroku. Nie zwariowałam, a wręcz przeciwnie – już pierwszego dnia wiedziałam, że pokochałam rejsy na zabój i że to jest wprawdzie pierwszy, ale na pewno nie ostatni rejs w moim życiu.

W końcu zeszliśmy na ląd..

Wiedziałam, że w kilka godzin nie zobaczymy wszystkiego co byśmy chcieli zobaczyć, nie zwiedzimy całej wyspy, więc trzeba było coś wybrać.. a że nie lubimy korzystać ze zorganizowanych wycieczek, to po wyjściu z portu pierwsze co – to udaliśmy się do punktu informacyjnego, żeby zaopatrzyć się w mapę, wzięliśmy taksówkę z przemiłym kierowcą i ruszyliśmy w drogę..

Martynika, to była jedna z wysp, do tego pierwsza na naszej trasie rejsu po Karaibach i uważam, że jak na jeden dzień to i tak zobaczyliśmy bardzo dużo, a i udało nam się skorzystać również z kąpieli w cudownie ciepłym morzu i poleżeć na przedziwnym czarnym wulkanicznym piasku.. o zupełnie innej strukturze, kolorze, zapachu niż ten poznany kiedyś na Wyspach Kanaryjskich..

O całej podróży możecie przeczytać tutaj:

Na moje 50-te urodziny -> The Caribbean 2017 – MOJE KARAIBY

Co można zobaczyć na Martynice?

wulkan Mount Pelee

Fort de France

targ kreolski

ogrody Balata

destylarnia Depaz

miasteczko St. Pierre

plaże z czarnym piaskiem!

kościół Balata

rzeka Alma

wodospad Saut Gendarme

I pewnie wiele innych rzeczy, na które niestety my nie mieliśmy czasu.. Nie będę się też zbytnio rozpisywać na temat historii tej wyspy, bo wszystko możecie wygooglować, napiszę jedynie, że jest to departament zamorski Francji należący do tego Państwa, gdzie spokojnie znajdziecie wiele lotów bezpośrednio z Francji. Dla mnie to była bardzo dobra wiadomość, ponieważ mogłam korzystać z roamingu, tak jakbym była w Europie – choć okazało się w praktyce, że Internet był bardzo słaby. Martynika jest wyspą położoną w archipelagu Wysp Nawietrznych w Małych Antylach, między dwoma niezależnymi państwami, czyli Dominiką na północy (na której mieliśmy być zamiast na Martynice, ale ostatni huragan, który między innymi zniszczył wyspę St. Martin pokrzyżował te plany i dlatego trasa rejsu została zmieniona) i Saint Lucią na południu, na której wylądowaliśmy kilka miesięcy później, będąc na kolejnym rejsie.

Ale zabierajmy się za zwiedzanie..

Niestety, tak jak pisałam wcześniej, z wielu rzeczy musieliśmy zrezygnować, ponieważ na statku jest tak, że jak byśmy się spóźnili na LAST BOARDING, który w każdym zwiedzanym miejscu jest wyznaczany na inną godzinę, w zależności od tego o której odpływamy.. to statek na nikogo nie czeka…………………… więc eksplorując każde miejsce trzeba mieć to mocno na uwadze. Już podobno wiele osób tak zostało, bez bagażu, często bez pieniędzy, ponieważ wszystko cenne trzyma się w sejfie, w kabinie, na statku. Niemniej i tak udało nam się zobaczyć sporo, a pierwsze miejsce gdzie dojechaliśmy to był kościół Balata będący repliką bazyliki Sacre-Cœur z Montmartre w Paryżu.. oferujący cudowny widok na zatokę,

‘Spotkałam’ w nim Św. Franciszka z Asyżu……….. jakże bliskiego memu sercu, od dawna, od 2003r kiedy to byłam w Asyżu we Włoszech, w bardzo trudnym dla mnie momencie życia, o którym piszę w mojej książce pt.: „Jak zgubiłam szaleństwo i jak znalazłam spokój w sobie”…….. i od tamtej pory zawsze mam ‘go’ przy sobie, gdziekolwiek jestem..

Tutaj możecie przeczytać o mojej książce, która ukazała się w sprzedaży w styczniu 2021r – po 20 latach od momentu rozpoczęcia psychoterapii i pisania jej:

https://happylife50plus.pl/2021/01/18/moja-historia-moja-ksiazka/

A tutaj dla zainteresowanych podaję link gdzie można ją nabyć:

https://www.zdrowiebezlekow.pl/ksiazki/14788-twoj-poradnik-zdrowej-cery.html

Ale wróćmy do Martyniki, bo moja historia z depresją, atakami paniki, zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, nerwicą, lękami niewiadomego pochodzenia to dla mnie już przeszłość – tu i teraz jest cudownie i niech tak zostanie..

W końcu dojechaliśmy do kolejnego miejsca, przepięknych ogrodów – Ogrody Balata, gdzie można oglądać ok. 3000 okazów przepięknych tropikalnych roślin i to nie tylko z poziomu 0, ale i z zawieszonych pomiędzy drzewami linowych mostów kilkanaście metrów nad ziemią!

To było magiczne przeżycie móc tak sobie po tym mostku chodzić wśród koron drzew, podziwiając te cudne widoki i słuchając tych nieznanych i czasami wręcz przerażających dźwięków natury. Te wiszące mosty robią naprawdę ogromne wrażenie!

Po prostu cudo!

Szkoda tylko, że tak mało czasu było na wszystko. Na dole, na górze, pod nogami, z boku.. wszędzie było coś ciekawego……………..  

Ogród nieustannie nawiedzają też malutkie kolibry. Ich widok zachwycił mnie ogromnie, ponieważ do tej pory nigdy jeszcze nie widziałam ich żywych i to jeszcze na wolności! Te małe ptaszki to cud nad cudami.. zwłaszcza jak fruwając prawie nieruchomo zawieszają się w powietrzu. Spotkałam tutaj mnóstwo egzotycznych roślin, których nazw nawet nie znam. Palmy.. zawsze mówię, że mogłabym mieszkać tam gdzie one rosną, a rosną tylko tam gdzie jest ciepło.. więc byłoby to idealne miejsce dla mnie.

Les Roses de Porcelaine………….. piękna, prawda? Porcelanowa róża.. i ten busz roślin dookoła.. chwila odpoczynku i ruszamy dalej..

Zdjęcia nie oddadzą uroku tego miejsca, tych kolorów, zapachów, dźwięków.. tam trzeba po prostu pojechać. Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem tego ogrodu i zachęcam wszystkich do podróży na Martynikę, choćby tylko po to, żeby móc w tym ogrodzie spędzić więcej czasu. Ale to nie był koniec atrakcji na dziś. I te koliberki, które skradły moje serce..

Kolejny punkt: rzeka Alma. Rzeczka jak rzeczka, u nas w górach jest mnóstwo takich strumyków.. choć dla tubylców jest to atrakcja, tym bardziej, że na Karaibach są też wyspy gdzie w ogóle nie ma dostępu do pitnej wody – i to na przykład było dla mnie czymś, o czym nie miałam zielonego pojęcia. Tak samo jak to, że nie każda wyspa posiada wulkan, ale i to, że niektóre są non stop nawiedzane przez huragany, a są takie, gdzie nigdy one nie docierają. Poznałam też wyspę, gdzie właśnie huragany najczęściej mają swój początek, ale to nie Martynika, a tutaj teraz jesteśmy.

Na wszystko przyjdzie czas..

Może i kiedyś tu wrócimy na dłużej, ta mapa poniżej pokazuje jak duża jest ta wyspa, a my zobaczyliśmy dosłownie jej wycinek, ale i to wystarczyło by się w niej zakochać i zapragnąć przyjechać tu raz jeszcze i na dłużej.

Saut Gendarme – wodospad – nie było opcji, żeby w nim nie popływać. Upał, gorąco.. a tu woda zimna okrutnie! Że ja się odważyłam do niej wejść, to cud! Bo zazwyczaj z takich atrakcji korzysta mój wspaniały mąż, a ja mam ‘boję się’, że mi coś wielkiego wypłynie, czy nie daj Boże dotknie w tej wodzie, ale naprawdę było bardzo gorąco, a do tego kolejnym punktem było zwiedzanie miasteczka, więc chwila dla ochłody i ruszamy dalej..

Martynika.. została odkryta przez Krzysztofa Kolumba, który w 1502 roku podczas swojej czwartej podróży do Ameryki na krótko przybił do jej brzegów.. W końcu dojechaliśmy do miasteczka St. Pierre, które na początku XX w. zostało w ciągu 1 minuty (!) całkowicie zniszczone przez wulkan………. chyba w 1902r.. a to są pozostałości………….. ruiny po wybuchu wulkanu.. na niektórych ruinach wybudowano nowe domy..

Widok na miasteczko St. Pierre i.. wulkan Mount Pelee.. cały w chmurach……….. to właśnie on w 1902 roku całkowicie zniszczył to miasteczko.. Szkoda, że chmury przysłoniły szczyt wulkanu, ale niech sobie śpi w spokoju. No i w końcu czas na relaks. Plaża z czarnym, wulkanicznym piaskiem. Kierowca mówi, że można się kąpać, że rekinów nie ma, ale kto go tam wie..

Widziałam różne kolory piasków na plażach, byłam na plaży na Elafonisi z różowym piaskiem, chodziłam po czarnych plażach Gran Canarii, po białych i czerwonych wydmach w Mui Ne w Wietnamie, ale ten był specyficzny…… i czuć było w powietrzu i pod stopami oddech wulkanu.. i to bardzo było czuć!

Woda, słońce, plaża, piasek, palmy – zostaję tu! Naprawdę tak wiele i tak niewiele potrzeba mi do szczęścia..

Ehhhhhh.. mówią, że ten kto podróżuje, żyje dwa razy.. raz podczas podróży, a drugi raz wspominając ją.. więc będę żyć wiecznie – bo uwielbiam i podróżować i wspominać. Ale niestety wszystko co fajne szybko się kończy.

Dojeżdżamy do stolicy Martyniki, do Fort de France, gdzie czeka na nas nasz statek.

Dużo czasu do odpłynięcia statku już nie mamy, więc………….. papa kierowco, było nam bardzo miło.. był naprawdę przeeesympatyczny! Cała nasza ekipa była bardzo fajna.. Jeszcze mieliśmy dosłownie kilka chwil, więc postanowiliśmy zwiedzić Fort de France. Oto kilka zdjęć.. pomnik Kolumba, bezgłowy pomnik Józefiny, Biblioteka Schoelchera.. będąca bez wątpienia najpiękniejszym zabytkiem miasta, z kolekcją ok. 130 tysięcy książek, otwarta dla wszystkich.. bezpłatnie. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie zajrzeć do tej cudownej biblioteki. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie! A ja uwielbiam czytać książki.. a ostatnio również pisanie sprawia mi niesamowitą radość.

Przecież żeby ktoś mógł coś przeczytać, to ktoś musi coś napisać.. prawda?

Niestety, jeszcze tylko kilka chwil na lądzie i trzeba wracać na statek.

Minusem takich podróży jest to, że nie możemy poznać bardziej ludzi i kultury zwiedzanych miejsc. Chciałoby się zostać tu wieczorem, pójść na jakiś lokalny targ, posiedzieć w knajpce, porozmawiać z mieszkańcami, zobaczyć jak spędzają wieczory, potańczyć przy miejscowej muzyce.. ale skoro zdecydowaliśmy się na taką formę podróży, to nie ma co marudzić.

Idąc już w stronę portu zauważyłam wiele domów w stylu kolonialnym, ale w sumie to takie pomieszanie stylów, trochę domów rezydencyjnych, trochę prostych rybackich, a trochę nowoczesnych.

Aaa i jeszcze buziak dla naszej kochanej córci – tak, na Martynice działał roaming, przecież to Francja, więc i połączyć się z rodziną można było..

I przyszedł moment pożegnania tej pięknej wyspy. Fort de France – jest tu tyle jeszcze do zobaczenia.. muzeum geologiczne i botaniczne, muzeum archeologii prekolumbijskiej……. może następnym razem. Jeszcze tylko kilka kroków i znów na statek, ale póki co delektujemy się jeszcze tą piękną wyspą, a na koniec jeszcze taka niespodzianka! Kokos! Kokosa to nigdy nie odmówię! Uwielbiam wszystko co kokosowe. I ostatnie zdjęcie z martynicką palmą do kolekcji i hooop na statek.

Zdążyliśmy idealnie!

Jak szybko zapadł zmrok.. a nasz pojazd prezentuje się bosko, prawda? BYE BYE Martyniko, mam nadzieję, że do zobaczenia…………

Jak się potem okazało wiele osób ze statku nie zeszło. Dlaczego? Odpowiedzi były różne: po co, przecież tutaj mam wszystko co jest mi potrzebne na wakacjach; nie chciało nam się; a co byśmy tam robili etc.. A ja już się nie mogłam doczekać kolejnego przystanku…………… tymczasem odpływamy, a ta kawa będzie idealna do oglądania zdjęć po powrocie do domu.

Teraz szybko siłownia, prysznic, kolacja i.. zaczynamy nocne statkowe życie.. teatr, puby, bary, lounge, dyskoteka…………. żyć nie umierać!

I wszystko w all inclusive..

https://www.instagram.com/happylife50plus/

Dodaj komentarz