Jak je pierwszy raz jadłam, to od razu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie – ten smak otwiera te wszystkie obszary podniebienia, o których nie wiedzieliśmy, że w ogóle istnieją.. ale niestety nie jest to fit przepis więc jeżeli jesteście fankami tylko zdrowej kuchni, to szybko stąd uciekajcie – bo jak zrobicie je pierwszy raz, to już nie przestaniecie ich piec..

Ale prawdziwa magia zaczyna dziać się dopiero w piekarniku.. więc zacznijmy od początku..

Co potrzebujemy?

Na jedną porcję – ale proponuję od razu zrobić przynajmniej razy 4, bo bardzo szybko znikają..

  • 1. 150 gram mąki pszennej
  • 2. 60 gram kakao
  • 3. 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4. odrobina soli
  • 5. 200 gram cukru pudru
  • 6. 60 gram masła
  • 7. 2 jajka
  • 8. wanilia
  • 9. dodatkowo 100 gram cukru pudru do obtaczania

Jak je zrobić?

Przesiej mąkę, kakao, proszek do pieczenia i cukier puder przez sitko do miski, następnie dodaj masło i zacznij powolutku mieszać aż uzyskasz stan drobnej tartej bułki.. a teraz ubij jajka i dodaj do nich wanilię (ja zastosowałam ekstrakt waniliowy, który przywiozłam z Meksyku, a Ty możesz użyć laski wanilii lub aromatu waniliowego). A teraz wszystko połącz razem, bez pośpiechu wymieszaj aż uzyskasz gładką masę. Nie spiesz się.. ciasto nie lubi pośpiechu..

Jak już wyrobisz, to przykryj miseczkę folią i włóż ciasto do lodówki na minimum pół godziny – niech sobie odpocznie.. a w międzyczasie przesiej przez sitko 100 gram cukru pudru i przygotuj sobie blaszki do pieczenia, wyłóż je papierem i włącz piekarnik na 180 stopni..

Jak minęło pół godziny – możesz sobie to ciasto spokojnie zrobić rano, a po południu piec – podobno można je też mrozić, ale ręki sobie uciąć nie dam, ja nie próbowałam.. Jak minął czas chłodzenia, to wyjmij ciasto i zacznij formować małe kuleczki wielkości coś między orzechem laskowym, a włoskim i każdą dokładnie obtocz w przesianym cukrze pudrze i ułóż na blaszkę tak, żeby zostawić około 5cm luzu między kulkami – potem zobaczysz dlaczego.. Aha! Ciasto jest dość lepkie, więc ja moczyłam co rusz dłonie w zimnej wodzie przed lepieniem kulek..

A teraz już zostaje upieczenie ich – 10-12 minut w 180 stopniach wystarczy, chyba, że robisz większe kulki, to odpowiedni wydłuż czas, ale naprawdę polecam robić takie malutkie – wprawdzie jest więcej zabawy z lepieniem kulek, ale potem jest więcej ciasteczek i są takie w sam raz na raz do buzi……..

Po wyjęciu z piekarnika daj im z 5 minut ochłonąć w spokoju zanim przełożysz na kratkę czy półmisek..

A jeżeli masz jakiś fajny, najlepiej sprawdzony i rodzinny przepis na coś fajnego – i nie masz bloga, a chcesz się nim podzielić z innymi to pisz do mnie na happylife50plus@gmail.com – możemy to zrobić razem na moim.. bo dobrymi rzeczami trzeba się dzielić..

Ja tymczasem życzę Wam samych udanych wypieków i będzie mi bardzo miło jak podzielicie się w komentarzu swoimi wrażeniami z pieczenia tych cudownie wyglądających i obłędnie smakujących ciasteczek.. a niebawem podam przepis na takie same – ale mocnooo cytrynowe………………..

Dodaj komentarz