Czasami nie mamy zbyt dużo wolnego czasu, a marzy nam się wyjazd. Wtedy kupuję bilet lotniczy tam, gdzie lot nie trwa długo, nie ma jet lag-u i gdzie jest co zwiedzać. Najczęściej są to duże miasta, stolice lub regiony. Taki krótki, ale intensywny wyjazd działa jak narkotyk, że chce się więcej..

Poniżej w kolejnych wpisach znajdziecie kilka perełek, miejsc naprawdę wartych odwiedzenia, nawet wtedy kiedy masz tylko 2, 3 czy 4 dni wolnego.
W pierwszą podróż zapraszam Was do wiecznego miasta, do Rzymu.

Pierwszy raz byłam tutaj prawie 18 lat temu z moją mamą, jak pojechałyśmy we dwie na gotową tzw. autokarową objazdówkę po Włoszech i choć w samym Rzymie byłyśmy zaledwie jeden dzień to od razu zakochałam się w tym niezwykle urokliwym miejscu. Wtedy wpisałam to na swojej liście MUST SEE BEFORE DIE i w końcu osiem lat temu pojechaliśmy tam razem z moim mężem. Było naprawdę cudownie! Lot trwał krótko, wynajęliśmy apartament blisko najciekawszych atrakcji i od rana do wieczora przez 3 dni zwiedzaliśmy to magiczne miasto. Nogi bolały nas niemiłosiernie, nawet buty sprawiłam sobie nowe. Był luty 2012.. Walentynki.. Lubię wyjeżdżać w określonych porach, to znaczy tak, żeby potem mi się dane miejsce kojarzyło z daną chwilą. Te Walentynki zapamiętam na zawsze……….. było bardzo romantycznie. Wiem z doświadczenia, że większość woli zorganizowane wyjazdy z biurem podróży, gdzie cały plan jest ułożony od A do Z przez przewodnika. Kiedyś też tak praktykowaliśmy, ale od jakiegoś czasu zdecydowanie wolimy wyjazdy indywidualne. Oczywiście są obawy, że sobie z czymś nie poradzimy, może nie wszystko zobaczymy ale jak mamy mieć pretensje, to tylko do siebie. Pierwsza u nas zasada, to: nocleg ze śniadaniem, pokój z łazienką, lokalizacja w samym centrum – mamy wtedy możliwość korzystania z komunikacji miejskiej lub co nam najbardziej odpowiada to open busy. Na pierwszym miejscu po przybyciu do nowego miejsca zaopatrujemy się w mapę papierową, mimo dostępnych opcji internetowych na telefonie. Zaznaczamy na niej miejsca, które chcemy zobaczyć, a to co zobaczymy więcej traktujemy jako bonus. Nasze wrażenia z pobytu znajdziecie na samym końcu..

 

Wjeżdżamy do Rzymu..

Piazza Venezia i Palazzo Venezia.. cudnie oświetlone nocą.. Razem z mężem uwielbiamy ‘szwędanie się’ i zawsze nam szkoda czasu na sen. Poza tym każde miejsce wygląda inaczej w dzień, w nocy, o zachodzie czy wschodzie słońca, w porze obiadowej czy wieczornej siesty.

 

Via del Corso nocą.. polecam Wam nocne przechadzki, w dzień tą ulicą ciężko przejść. Wiem, że zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale miałam wtedy kiepski aparat. Zapamiętajcie nazwy, pakujcie się i jedźcie.. i nie zapomnijcie idąc tą uliczką aby spojrzeć w górę na kamieniczki po obu jej stronach, były budowane w czasach baroku, a barok to przepych. Jak dojdziecie do końca to czeka Was niespodzianka – Piazza del Popolo, jeden z głównych placów Rzymu, natomiast na południowym krańcu tej dłuuuugiej ulicy znajduje się kolejny plac – Piazza Venezia. Spacerując tutaj w ciągu dnia nie zapomnijcie wziąć dużo pieniędzy, jest tu sporo sklepów i sklepików a ceny są dość wysokie. W bardzo bliskiej odległości od niej znajduje się kolumna Marka Aureliusza, Panteon, Schody Hiszpańskie, Fontanna di Trevi, Pomnik Wiktora Emanuela II oraz Forum Romanum, a my mieszkaliśmy w miejscu, z którego praktycznie do każdego z tych wymienionych miejsc mieliśmy dosłownie kilka minut pieszo..

Piazza di Spagna – u podnóża Schodów Hiszpańskich znajduje się Fontanna della Baraccia.. według legendy woda wyrzuciła w tym miejscu maleńką łódeczkę rybacką, która przez kilka dni dryfowała po placu. Widok był tak urokliwy, że zdecydowano się na wybudowanie jej kamiennej repliki.. o tym i innych ciekawostkach dowiedziałam się już na miejscu, bo my uwielbiamy poznawać nie tylko punkty widokowe zwiedzanych miejsc, ale też ich historię oraz przede wszystkim dużo rozmawiamy z miejscowymi ludźmi. Uśmiech za uśmiech, jak inni widzą naszą ciekawość, to chętnie dzielą się informacjami.

Słynne Schody Hiszpańskie, wykonane w latach 1723-1726, a nad nimi kościół Trinita’ dei Monti (kościół Najświętszej Trójcy) – czy wiedzieliście, że te schody wyposażone są w system odwadniający, co uniemożliwia zalanie ich w przypadku gwałtownych ulew? C U D N E! I tylko nocą takie puste!

 

 

Plac Hiszpański, zwany po włosku Piazza di Spagna, a w dole jedna z najbardziej znanych ulic Rzymu – Via dei Condotti.. spacer nią obowiązkowy!

 

 

 

 

Rzym nocą jest po prostu cudny! My lubimy się szwędać, czasami zupełnie bez celu, bez mapy lubimy się tak zagubić. Ale tej nocy, pamiętam, że już marzyłam o powrocie do apartamentu i położeniu się do ogrooomneeegooo łóżka.. niestety po drodze mieliśmy jeszcze jedną niespodziankę.. Fontanna di Trevi – największa fontanna w Rzymie – pieniążki wrzuciliśmy jednocześnie! Tylko nocą jest tu tak pusto i ponoć o wschodzie słońca. Czy wiedzieliście, że woda do tej fontanny czerpana jest z wciąż działającego akweduktu Aqua Virgo zbudowanego w 19 r.p.n.e.? Przyciągnął nas tu szum, niestety nie widać jej z daleka, ponieważ z każdej strony otoczona jest budynkami na Piazza di Trevi. Tłem fontanny jest często niezauważany Palazzo Poli, którego centralną część usunięto by zrobić miejsce właśnie na to cudo. Prace nad fontanną zakończono oficjalnie w roku 1762, a jej budowa była dość burzliwa.. ale nie chcę Was tym zanudzać, w każdym razie prace nad jej budową trwały około 30 lat. Zauważyliście, że ma ona kształt łuku triumfalnego? Ja zwróciłam szczególną uwagę na motyw przewodni, którym jest po prostu morze oraz postać Okeanosa, jednego z bogów wywodzących się z mitologii greckiej, której od dzieciństwa jestem zagorzałą fanką. Niektórzy twierdzą, że jest to Neptun. Ale Neptun bez trójzęba? A co jest po jego obu stronach? Lewa strona symbolizuje OBFITOŚĆ, a prawa ZDROWIE. Lewa statua trzyma bowiem róg obfitości, a prawa poi węża. Pieniądze wrzucają tu chyba wszyscy turyści. Podobno codziennie ląduje w niej kilka tysięcy Euro – jeżeli chcecie tu wrócić to koniecznie rzucajcie prawą ręką przez lewe ramię, stojąc do niej tyłem. I nigdy nie wyjmujcie z niej monet! Jest to zabronione. Są trzy sposoby wrzucania monet: pierwsza, którą opisałam, żeby wrócić do Rzymu, drugi sposób zapewni zakochanie się w Rzymianinie i trzeci sposób, dzięki któremu poślubimy wybranka. Znacie dwa pozostałe sposoby? Jeżeli chcecie ją znaleźć w Rzymie, to znajduje się ona między Palazzo del Quirinale a Piazza Colonna. A najlepiej po prostu odłożyć mapę na bok i iść za szumem wody, choć zależy w której części miasta jesteście, bo te n szum może być zgubny, jest tutaj mnóstwo fontann. Pamiętam jak kiedyś zwiedzaliśmy Veronę i zanim trafiliśmy pod słynny balkon Romeo i Julii, to zrobiłam zdjęcia chyba ze stu innym balkonom, wszystkie były takie piękne i wszyscy robili im zdjęcia, a że nie wiedzieliśmy jak on wygląda, to ‘poszliśmy za tłumem’.

Kolejny dzień, kolejne przygody.. ale najpierw trzeba zjeść śniadanie! Włosi nie jedzą obfitych śniadań, raczej małe espresso i coś na ząb. Wszystkiego do wyboru, do koloru, wszystko przepyszne i wszystkiego chciałoby się spróbować.. Mam więc mocne espresso, jakaś bułeczka i w drogę. Za dnia Rzym jest równie piękny jak nocą, choć to właśnie nocą urzekł mnie chyba bardziej.

Veni, Vidi, Vici…………….. wreszcie dotarliśmy TU.. Mając jedynie chwilę w Rzymie nie sposób zobaczyć wszystkich atrakcji. Jednak Koloseum to chyba największy symbol Wiecznego Miasta, tym trudniej przejść obok niego obojętnie.. znajduje się w ścisłym centrum, pomiędzy Bazyliką na Lateranie, a Forum Romanum. Fajnie tak ‘oprzeć się’ o kawał historii.. szukałam Gladiatora, ale nie znalazłam. Czy wiedzieliście, że Koloseum zbudowane zostało w miejscu jeziora, które istniało tutaj wcześniej? Poduszka cementowa, na której opiera się ciężar całej budowli sięga 13 metrów wgłąb ziemi! Colosseum nie jest okrągłe, zbudowane zostało na planie elipsy, której długość wynosi 180m a szerokość 156m, w całości obłożony był białym marmurem, dzisiejsze „dziury” na fasadzie są pamiątką po żelaznych hakach, które utrzymywały zrabowany surowiec. Marmur ten wykorzystano przy budowie między innymi Bazyliki św. Piotra. Sam surowiec, z jakiego zbudowany jest Amfiteatr to trawertyn. Na kształt obiektu składają się 3 kondygnacje z 80 Orkadami każda, osadzone na różnych rodzajach kolumn. Spoglądając od dołu są to kolejno porządki: toskański, joński i najmniej zachowany, koryncki..

Bella Rome!

Idziemy dalej dookoła Koloseum, a tu naszym oczom ukazuje się Łuk Konstantyna, który jest ostatnim wzniesionym łukiem triumfalnym starożytnego Rzymu i jednym z ostatnich wielkich dzieł architektury starorzymskiej. Łuk położony był na drodze Via Triumphalis, która zaraz za nim łączyła się z najważniejszym traktem, Via Sacra (Świętą Drogą), po której maszerowały zwycięskie wojska rzymskie. Obok Łuku Konstantyna znajdowała się Meta Sudana, według tradycji miejsce, gdzie Gladiatorzy myli się po walkach, odbywających się w Koloseum. Mam bujną wyobraźnię, więc od razu sobie to wszystko wyobraziłam, prawie słyszałam przemarsz wojsk.

Rzym jest piękny o każdej porze roku.. My byliśmy w lutym, ale byłam też kiedyś z początkiem lata.. Poniżej kilka zdjęć z naszego spaceru.

 

 

 

 

No i wjeżdżamy do Watykanu. Città del Vaticano.. Najmniejsze państwo świata pod względem powierzchni! Największa świątynia chrześcijaństwa stanęła nad grobem Św. Piotra, założyciela Kościoła Rzymu i została otwarta w 326r. Jednakże w epoce renesansu została zburzona, by na jej miejscu powstała cudowna nowa bazylika, a prace nad nią powierzono Bramante, następnie Rafaelowi, B. Peruzzi, Antonio da Sangallo i w końcu Michałowi Aniołowi, który zaprojektował kopułę jako dominujący element kościoła. Robi wrażenie! Tyle razy widziałam to miejsce w telewizji..

PLAC ŚW. PIOTRA
Jest to olbrzymi plac mający formę elipsy – otoczony kolumnadą. Ramiona kolumnady oddalają się od siebie idąc w stronę bazyliki. Dzięki temu zabiegowi artyście udało się skrócić perspektywę i przybliżyć optycznie fasadę kościoła. Faktycznie to działa. Na środku placu umieszczono obelisk egipski znaleziony w cyrku Nerona, na którego szczycie umieszczono krzyż, symbol zwycięstwa chrześcijaństwa nad pogaństwem. Z dwóch stron obelisku tryskają dwie fontanny, jedną z nich projektował Maderno, drugą Bernini.

Bazylika Św. Piotra od wewnątrz.. Nie przepadamy za zwiedzaniem kościołów i muzeów, ale są takie miejsca, gdzie po prostu grzechem by było nie wejść, nie zobaczyć, nie dotknąć, nie poczuć..

Rzym.. piękne wieczne miasto i mnóstwo ludzi, cytryny, pomarańcze i mandarynki w lutym prosto z drzewka! W końcu zmęczeni wsiedliśmy do piętrowego open – autobusu CITY TOUR, aby nie uronić ani chwili i nie przegapić niczego.. o bosh, jak mnie bolały już nogi! Ale koniec jazdy! Wysiadamy na Via del Corso, czas na zakupy! Przecież wtedy nogi nie bolą, nic nie boli.. Avanti!

Kolejny dzień w Rzymie. Niebawem nasza podróż będzie się kończyć. Rano obudziła mnie kawka, to mąż wyskoczył do pobliskiej knajpki i przyniósł i podał mi prosto do łóżka. Taki mąż to skarb! Szybka poranna toaleta i wychodzimy.. Dworzec Termini, niebawem z niego będziemy odjeżdżać na lotnisko, ale póki co jeszcze jesteśmy tutaj więc korzystamy z uroków tego pięknego miasta. Na dziś też mamy jeszcze bilety na open – autobusa CITY TOUR, polecam wszystkim, którzy chcą naprawdę w krótkim czasie zwiedzić Rzym. Można wysiadać na każdym przystanku, które zazwyczaj są przy największych atrakcjach miasta, zwiedzić dane miejsce i ponownie wsiąść do kolejnego autobusu, by przenieść się w kolejne ciekawe miejsce. Jeżeli zna się dobrze miasto, to można korzystać z komunikacji miejskiej, ale jeżeli wybieracie się tam po raz pierwszy to ten autobus jest idealnym rozwiązaniem. Do tego otrzymujecie słuchawki i dowiadujecie się o historii miasta oraz o miejscach, które właśnie mijamy. Wiele miejsc się powtarza podczas rundki, ale to nic nie szkodzi.. warto je obejrzeć za dnia ale i nocą, a że mieszkaliśmy naprawdę w samym centrum to wszędzie mieliśmy blisko, choć z perspektywy autobusu to wszystko wygląda inaczej. Nie wysiadaliśmy już tam gdzie byliśmy wcześniej. Kolejny przystanek zrobiliśmy dopiero na Piazza Venezia, zwanym Ołtarzem Ojczyzny (Altare Della Patria), zwanym popularnie przez Rzymian il Vittoriano. Jest to pomnik – muzeum, zaprojektowany przez Giuseppe Sacconiego. Powstawał w latach 1885-1911 dla uczczenia wydarzenia jakim było Zjednoczenie Włoch. Naprawdę polecam open – busy, nie dość, że dużo zobaczymy to jeszcze dużo się dowiemy o historii, nie przegapcie też okazji do rozmów z mieszkańcami od których możecie dowiedzieć się czasami niesamowitych rzeczy. Mijaliśmy również Forum Romanum.. To jest miasto mostów, fontann i bazylik.

Znowu wsiadamy i wysiadamy! Idziemy na słynny Piazza Navona, ale po drodze mijamy jeszcze Anioły i Demony. Idąc i oglądając wszystko dookoła, w pewnym momencie tak się wystraszyłam, że aż mi serce zamarło, zobaczyłam posąg siedzącego z pistoletem człowieka. Jak wycelował we mnie, to nie wiem kto się bardziej przestraszył, on czy ja? A ja po prostu myślałam, że to taki wrocławski krasnoludek, który nagle zaczął się ruszać i jeszcze chciał do mnie strzelać. Tyle było jeszcze do zobaczenia, nie chcieliśmy uronić ani jednej chwili, że nawet w biegu jedliśmy, bo szkoda nam było siadać w restauracji, tym bardziej, że się trochę zachmurzyło i mogło w każdej chwili zacząć padać. Spadły 2 krople, zanim doszliśmy do Piazza Navona – to chyba najpiękniejszy plac Rzymu, samo serce tętniącego miasta. Na końcach placu znajdują się dwie mniejsze fontanny, obie projektu Giacoma della Porta. Pierwszą z nich jest fontana del Moro (Fontanna Maura), z centralną postacią Etiopczyka, wyrzeźbioną przez Berniniego. Centralną bryłą, wznoszącą się majestatycznie na środku placu jest dzieło kolejnego wielkiego artysty rzymskiego, Giovanni’ego Lorenzo Berniniego. Fontana dei Quattro Fiumi (fontanna czterech rzek) powstała w 1651 roku. Zbudowana została by wyeksponować starożytny obelisk egipski, pochodzący z ruin cyrku Maksencjusza. Romantyczne knajpki, uliczni grajkowie i nieustające tłumy turystów są nieodłącznym elementem pejzażu tego pięknego placu. U nas połowa lutego, a tu już wiosna i pełno kwiatów i owoców. Była jeszcze fontanna czterech rzek, a na naszej trasie spacerów po Rzymie był jeszcze plac czterech fontann czy czterech rzek i już się chyba pogubiłam w tych fontannach……………. Na drugim końcu Piazza Navona znajdowała się jeszcze druga mniejsza fontanna zwana fontana del Nettuno poświęcona Neptunowi, gdzie głównej postaci (dodanej tu w 1878 roku) towarzyszą morskie nimfy.. Wiem, że nazwy mają znaczenie, ale nie sposób spamiętać wszystkich. Nie przejmujcie się tym, ja też nie pamiętam..

W końcu docieramy do Panteonu. Słowo Pantheon oznaczać miało ŚWIATYNIĘ WSZYSTKICH BOGÓW (z greckiego Panthea). Ponoć jest to jedyny antyczny monument w Rzymie zachowany w oryginalnej formie. Powstał na obszarze nazywanym Polem Marsowym i jest trzecim obiektem powstałym w tym miejscu. Pierwszy wzniesiono w latach 27-25 p.n.e. Obiekt ten spłonął w trakcie wielkich pożarów Rzymu w 80 roku i na jego miejsce w latach 81-96 został odbudowany, ale niestety w 110 roku uderzył w niego piorun i znowu strawił go ogień. Do trzech razy sztuka! Zaczęto go po raz trzeci odbudowywać i finalnie zakończono w roku 125. Jest to bardzo ciekawa budowla, na szczycie której znajduje się otwór zwany oculusem o średnicy ponad 9 metrów (a z dołu wygląda jak mała dziurka), przez który w deszczowy dzień wpadają krople deszczu (nie robią się kałuże, bo w podłodze są 22 otwory, którymi nadmiar wody wypływa), a w samo południe dochodzi do kolejnego ciekawego zjawiska kiedy to promień słońca, który wpada przez oculusa wyrównuje się z linią drzwi – niestety nie byliśmy tu w południe, a nawet gdybyśmy byli, to w tym dniu słońce było za chmurami, ale przecież pieniążki wrzuciliśmy do fontanny di Trevi więc jeszcze tu wrócimy! Dzięki temu małemu trikowi nie musieli nosić zegarków, żeby wiedzieć, że jest południe.  Ciekawe czy będąc tam wiedzieliście o tym i zwróciliście na to uwagę? A policzyliście te 22 otwory w podłodze? W środku znajdują się kaplice, grobowce, nisze oraz Wysoki Ołtarz, o których historii nie będę się teraz rozpisywać. Tuż przed Panteonem rozciąga się Piazza Della Rotonda, na środku którego stoi Fontana del Pantheon. Kolejna fontanna.. Naprawdę warto zwiedzić ten kawałek historii..

Do wieczora zostało już niewiele czasu więc postanowiliśmy już na spokojnie ‘zagubić się’ w Rzymie. Te wąskie uliczki są niesamowite. Na każdym kroku czułam smak i zapach historii. W końcu ni stąd niż zowąd doszedł naszym uszom znajomy szum. Nie mam pojęcia jak się tu znaleźliśmy, ale doszliśmy do Fontana di Trevi! A stąd już rzut beretem mieszkaliśmy.

No i w końcu poszłam do Carabinieri poskarżyć się, że mąż chce mnie wykończyć i każe mi od rana do wieczora łazić, bez picia i bez jedzenia. Ale jak zawsze mąż miał szczęście! To było miejsce gdzie się zgłasza tych niefajnych ojców, którzy nie chcą płacić alimentów.. tak myślę, bo mówili alimentari i alimentari, a ja nie znam włoskiego..

 

 

 

 

Ostatni dzień w Rzymie postanowiliśmy spędzić już na spokojnie. Trochę zakupów, trochę jeszcze zwiedzania, trochę jedzenia i smakowania, trochę rozmów z mieszkańcami i innymi turystami.. Wyjechaliśmy też za miasto, w Rzymie wiosna, a tam śnieg!

Naprawdę w ciągu 3 dni można zobaczyć wiele. Warto przed wyjazdem przygotować się trochę, poczytać o danym miejscu, wypisać nazwy ciekawych miejsc, dowiedzieć się co nieco o historii, legendach, ciekawostkach czy mitach. Wówczas każda podróż jest interesująca, ważne też aby każde z podróżujących zaspokoiło swoją ciekawość, bo choć oboje z mężem kochamy podróże, to każdego z nas interesuje coś innego.. Bye bye Rome – Witaj Wrocławiu

Dodaj komentarz